9.01.2015

Splot dusz

Są takie spojrzenia, które można wymienić z niewieloma osobami. Tu chodzi o splot dusz. Spotkanie i porozumienie mentalności, dla której słowa są zbyt ograniczone. Sygnał, wysłanie fali (?) i zwykle pozytywny odbiór. Wymiana spostrzeżeń gałkami ocznymi, opowiedzenie swojego stanu źrenicami.


Można przecież spleść ze sobą ciała, to nie jest trudne. Czasami wystarczy wypić trochę wina i zamknąć oczy. Fizycznie można się dopasować albo udawać, że nie widzi się, jak bardzo się do siebie nie pasuje (czasami nawet to jest potrzebne). Ale wewnętrznie to tak nie działa, o nie, proszę państwa. Wewnętrznie trzeba się polizać, spróbować i wtedy są dwa wyjścia - zostajemy na długi czas lub odwracamy się, wciskając kit o pozostawionym włączonym żelazku.

powyżej sama przed sobą tłumaczę, że nie oszalałam


Dopisałam do Ciebie historię, która bezdyskusyjnie musi być Twoja. Na pewno tak było.
Chciałam Cię tu opowiedzieć, żeby za jakiś czas nie doznać przykrej paniki spowodowanej nieumiejętnością odtworzenia sobie rysów Twojej twarzy, brzmienia głosu i sposobu poruszania się. Ale przecież słowa są zbyt ograniczone.

Wysłałaś mi uśmiech, który był jak bandaż dla postrzelonego żołnierza na polu bitwy.
Wysłałaś mi uśmiech, który był jak szklanka wody na Saharze.
Wysłałaś mi uśmiech, który był jak rozmowa dla rozbitka na bezludnej wyspie.
Wysłałaś mi uśmiech, który był jak bonusowe skrzydła dla spadającego samolotu.
Wysłałaś mi uśmiech, który smakował białą czekoladą i winem.

Uratowałaś mnie jednym uśmiechem.

2 komentarze:

  1. Wiesz...wpis daje do myślenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest coś w tym splocie dusz, to prawda. A uśmiechem można zdziałać więcej, niż nam się wydaje.

    OdpowiedzUsuń